Sprawa wygląda tak, że Jacek jest naszym przyjacielem. Jest to człowiek, który bardzo dobrze zna naszą muzykę. "Każda działalność rock&rollowa, big beatowa bierze się z jakiegoś buntu. Ja jestem na takim etapie, że cały czas się buntuję." - mówi Wojciech Waglewski w specjalnym wywiadzie dla muzyczna.pl.
Z Wojciechem Waglewskim spotkałem się tuż po koncercie w krakowskiej Alchemii. Koncert wyjątkowy. Blisko dwie i pół godziny w niesamowitej, ciepłej atmosferze. Powiedziałbym nawet - rodzinnej. W pewnym momencie bowiem na scenę wkroczył kilkuletni Franek (syn perkusity Piotra Żyżelewicza) z dziecięcą gitarą w ręku. Spotkało się to oczywiście z gorącym przyjęciem publiczności. Również zespół nie powstrzymał się od śmiechu i na moment przerwał koncert. Także później przyszły rock&rollowiec dawał o sobie znać, krzycząc zza sceny do swojego Taty. To on stał się pretekstem do jednej z wielu improwizacji tego wieczoru. Boki zrywać.
Widać, iż zespół przeżywa drugą młodość. Ale o tym lepiej powie nam Wojciech Waglewski...