  |  |  |  |  | Kiedy wydawało się, że sytuacja nie może być już bardziej beznadziejna, od stołu przy oknie wychodzącym na ulicę, wstał korpulentny facet grubo po czterdziestce (...)
 Klienci wpatrywali się w nią osłupiałym wzrokiem ze sztućcami w znieruchomiałych dłoniach. Niektórzy nawet zastygli niosąc pełną łyżkę gulaszu wprost do rozdziawionych ust...
- Tam jest – zakrzyknął gruby kucharz, który pierwszy się ocknął i z dzikim wrzaskiem zakręcił nad głową młynka tępawym tasakiem.
Zaczął się prawdziwy cyrk!
Klienci porzucili swoje zestawy obiadowe i niedopite piwa, papierosy dopalające się w popielniczkach i
przerażone żony, którym udzieliła się, jak to zazwyczaj bywa, histeria właścicielki baru.
Jak polowanie, to polowanie. Nie ważna jest ofiara, ważna jest pogoń.
I męska duma.
Tak więc męska część klienteli, a zwykle była w przewadze, cały lokal, można rzecz, do góry nogami w poszukiwaniu małego brunatnego gryzonia, który tak wystraszył szefową.
Ale szczur, najbardziej inteligentny i sprytny ze wszystkich ssaków, schował się za metalową kratką wentylatora i tylko wlepiał swoje czarne oczka w swoich prześladowców. Nie było sposobu, aby go stamtąd wykurzyć.
Kiedy wydawało się, że sytuacja nie może być już bardziej beznadziejna, od stołu przy oknie wychodzącym na ulicę, wstał korpulentny facet grubo po czterdziestce i podszedł spokojnie, jak gdyby nic, do baru, oparł się o niego łokciem i powiedział głośno, podkręcając równocześnie wąsa, tak, żeby wszyscy mogli go usłyszeć:
- Ja go stamtąd wywabię. Za stówę...
- Zapłacę panu i dwie – zaszlochała szefowa stojąca w dalszym ciągu na barze – tylko niech się pan pozbędzie tego gada!
- Nie ma sprawy – powiedział ze znawstwem facet. – Zróbcie mi miejsce.
Klienci posłusznie odsunęli się na boki i wytężyli wszystkie zmysły w nadziei na niemałą sensację.
Facet podszedł jak najbliżej kratki wentylacyjnej, pochylił się do przodu, a później zagwizdał przeciągle
jak jakiś ptak.
Bez żadnego ostrzeżenia szczur wyskoczył spod kratki, przebiegł przez całą salę i zniknął za drzwiami wejściowymi baru.
Facet wyprostował się, wytarł spocone dłonie o spodnie i dla zaakcentowania dobrze wykonanej roboty powiedział głośno:
- Już.
Szefowa z niedowierzaniem pokręciła głową, otarła chusteczką higieniczną oczy i ostrożnie, z pomocą zawsze usłużnych klientów, zeskoczyła z baru na krzesło, a z krzesła na podłogę.
- Niesamowite – powiedziała i nic więcej już nie mówiąc, podeszła do kasy, otworzyła ją i wręczyła facetowi obiecany banknot 200-złotowy.
- Słowo się rzekło – dodała po chwili, żeby pocieszyć się po stracie dwustu złotych. – A pan jest profesjonalistą.
- Nie przesadzajmy – zaprzeczył skromnie, ale odpowiednio głośno facet, pożegnał się z osłupiałymi klientami i opuścił bar.
Kiedy uszedł parę kroków, sprawdził czy nikt go nie widzi i ponownie zagwizdał, tym razem ciszej, ale równie nisko i przeciągle.
Brunatny szczur wyskoczył zza kwietnika, wczepił się w nogawkę spodni faceta i wspiął się po niej wprost na jego dłoń. Popatrzył z miłością na swojego właściciela.
Facet pogłaskał go delikatnie po grzbiecie i podrapał za uszkami.
- Widzisz, Teodorze, zarobiliśmy dzisiaj dwie stówy...
Arkadiusz Buczek
www.arkadiuszbuczek.republika.pl
Arkadiusz Buczek |
|  |  |
|  |
  | |  |
 |