Nie będę udawał, że wiem o co tu chodzi. Spotkanie z The Vandermark 5 to jak spotkanie absolutu. A ja nie jestem nawet kaznodzieją. Powiedziałem, że Vandermark jest liderem. Jest. Tym niemniej jednak, koncertowe wydanie tej muzyki nie ma jednego architekta, są nimi wszyscy muzycy, a przede wszystkim trzej frontmeni. To oni kształtują na bieżąco przebieg utworu. Nadają im aktualną wersję.
Powtarzany od początku koncertów utwór "Camera" jest wspaniałym przykładem na to, w jak różny sposób można kształtować muzykę, czy też lepiej mówiąc - poszczególny utwór. Raz pojawia się w wersji, którą można byłoby nazwać contemporary music, innym razem jazzowej, raz jest spokojny, raz energetyzujący. Zresztą to samo można powiedzieć o każdym z dotychczasowych koncertów. Wydaje mi się, że i one są kształtowane na bieżąco. Każdy z nich miał swoją własną dramaturgię, swoje własne oblicze, różne od pozostałych.
W poniedziałek była to wizytówka grupy, we wtorek zespół przybrał oblicze kameralno-współczesne, w środę na scenie panowała żywiołowość, dzisiejszej nocy był to wykład na temat muzyki... Wykład poważny, pokazujące różnorodne formy i formuły, w jakich może być grany jazz. Pokazujący jak można kształtować całą koncertową materię. Dzisiejszy dzień przyniósł znów w części nowy repertuar, pojawiła się jedna premierowa kompozycja, a pozostałe znów zabrzmiały inaczej.