Klub Alchemia na krakowskim Kazimierzu, przy Placu Nowym  -  koncerty, kino, teatr, galeria
W serwisie
 English version      
 Strona główna 
 Koncerty, wydarzenia 
 Wiadomości 
 Archiwum 
 Galerie 
 Multimedia 
 Ludzie 
 Wywiady 
 Kontakt 
 Newsletter 
 Sklep (nowe!!!) 
Zobacz też
PROMOCYJNE KARNETY NA KRAKOWSKĄ JESIEŃ JAZZOWĄ JUŻ W SPRZEDAŻY!!!
JAZZ@ALCHEMIA 2011
Te wspaniałe maszyny...
KUP BILET
Anthony Braxton Septet
Lepszy świat
Nie wierzę, choć chciałbym bardzo, aby nasz świat stał się od dziś wiele lepszy. Lecz jednak, dzięki Niemu, nieco lepszy będzie.

To pozostanie we mnie na zawsze – potęga Człowieka, który przez wiele tygodni, gasnąc, cichnąc i powoli tracąc siły, odchodził z tego świata, w pełni pokory i spokoju, świadomie i bez strachu, w bezgranicznym zaufaniu do Boga, w którego wierzył.

Czy ja, niewierzący, uzyskam kiedyś siłę aby odejść tak godnie i w pełni świadomie, czy też będę wył, kopał i gryzł, w furii, kurczowo trzymając się życia, na przekór nieubłaganej logice mojego losu.

Jak mam poszukiwać drogi do takiej zgody na to, co nieuchronne? Czy tylko przez Boga? – pytam ja, niewierzący. Jak wiele ze swojej siły w tych dniach On czerpał z wiary, z umiłowania Chrystusa, a jak wiele z poczucia spełnienia, z tej świadomości, która przecież, musiała mu towarzyszyć, że dobrze wykorzystał dane mu życie, że dokonał wiele.

Ktoś może powiedzieć, że zawsze i tak zwyciężać będą pieniądze i polityka, że gdy nadejdzie czas decyzji o kolejnej wojnie nikt nie wspomni słów Papieża, dla którego każda wojna była zła i nie było wojen do końca sprawiedliwych, Papieża, który głosił, że dobra nie można wprowadzić przemocą. Przywódcy narodów, sojuszów i unii, zniecierpliwieni długimi negocjacjami, zawsze będą pochopnie rozpoczynali działania zbrojne, które jak wojna w Iraku, niczego nie przyśpieszą. Niewinni ludzie umierać będą w imię głupoty rządzących, którzy nigdy nie nauczą się tego, że jedynym sposobem na rozwiązanie konfliktu jest uczynienie kroku w tył.

Ktoś może powiedzieć, że Jego trud w wielu aspektach pójdzie na marne. Jeśli kolejny papież nie będzie tak uparcie prowadził dialogu z innymi religiami to, następne wspólne modlitwy o pokój w Asyżu się nie odbędą, to pojednanie z Żydami i Muzułmanami, ani dialog z Prawosławiem i z Protestantami, nie posuną się już dalej. Być może nawet to dzieło, które On rozpoczął, cofnie się, uschnie po czasie, bo przecież jest dopiero zawiązkiem, zaledwie sadzonką jakiegoś głębokiego przymierza, która Bóg wie dokąd może zaprowadzić, ale nie pielęgnowana, niechybnie zginie.

Ktoś może powiedzieć, że nasza raptowność, gniew, rządza zemsty, i tak będą wygrywały z tym, na co najtrudniej się zdobyć, z wolą przebaczenia, z umiejętnością wyciągania ręki na zgodę. Kolejni politycy będą szukali substytutu sprawiedliwości, forsując ustawy o karze śmierci, na przekór Papieżowi, którego dziś opłakują. On przecież zawsze wypowiadał się przeciw niej, On też ukazał całemu światu jak potężnym można być wybaczając, gdy brał w objęcia człowieka, który niemal pozbawił go życia.

Ktoś może powiedzieć, że i tak zawsze „mieć” będzie w nas wygrywało z „być”, że większość naszych sił życiowych będziemy spalać na wytwarzanie nadwyżki dóbr i luksusów, którymi będziemy się sycić bez umiaru, nie patrząc na panującą obok nas nędzę, nie żałując utraconego w ten sposób człowieczeństwa, ani czasu, ani wolności. Ktoś może powiedzieć, że tacy już jesteśmy, że nawet dostojnicy kościoła dalecy są od wierności chrystusowym ideałom ubóstwa. Ktoś może powiedzieć, że przecież wszystko umiemy zamienić w pieniądz, nie razi nas nawet Boże Narodzenie zaczynające się w listopadzie, całkowicie skomercjalizowane i odarte ze swej istoty, jak wymyślna obelga rzucona w twarz Panu Bogu.

Ktoś wreszcie może powiedzieć, że papieskie dokonania zostaną przyćmione kontrowersjami, jakie wzbudzał swoim konserwatyzmem, z których największa być może dotyczy stosowania prezerwatyw, środka nie tylko antykoncepcyjnego, ale też w wielu wypadkach chroniącego życie. Na pewne pytania Jan Paweł II nie odpowiedział dość przekonująco podczas swojego pontyfikatu, nie rozwiązał choćby i tej sprzeczności, którą wielu z nas odczuwa między bezwzględnym chronieniem życia w jednym miejscu, a nie dość bezwzględnym ratowaniem go gdzie indziej. Między nie karaniem śmiercią nigdy, ale dopuszczaniem śmiertelnych konsekwencji grzechu rozwiązłości.

Te wszystkie kwestie na pewno w końcu ktoś wypowie, i przecież będzie miał wiele racji. Ja, niewierzący, nie oczekuję jednak cudów, ani nie staram się odczytywać Jana Pawła II jako postaci nieomylnej, bez cienia kontrowersji. Aby go szanować, nie potrzebuję pomników ze spiżu, ani tarczy zakłamania. Swoim smutkiem żegnam wielkiego intelektualistę, poszukiwacza istotności i prawdy o człowieku, niezaprzeczalnie najważniejszą postać naszych czasów. Nie wierzę, choć chciałbym bardzo, aby nasz świat stał się od dziś wiele lepszy. Lecz jednak, dzięki Niemu, nieco lepszy będzie.

W istocie, oto jest rola intelektualisty – wytrwale, każdego dnia, popychać bryłę tego świata ku lepszemu, w skromności, często niewdzięcznym trudzie, milimetr po milimetrze, na przekór naszym niedoskonałościom. Mądrym życiem i niezwykłym zwycięstwem nad chorobą i śmiercią w ostatnich dniach, On popchnął nas wszystkich w kierunku dobra, tak daleko jak nikt inny za naszej krótkiej pamięci, i jak niewiele innych w długiej pamięci starych ksiąg.

Marek Soból

Tekst był publikowany w dniach 5, 6 kwietnia na alchemicznej kartce z kalendarza.

Polecamy też tekst Pawła Góreckiego.


Wszelkie prawa zastrzeżone. Alchemia s.c.
Publikacja i rozpowszechnianie materiałów pobranych z tej strony bez zezwolenia zabronione.