Trzeci dzień zmiażdżania Pawła. Tak najkrócej można byłoby powiedzieć o koncercie. To co obecnie tworzą jest niesamowitym zjednoczeniem trzech elementów: kompozycji, aranżacji i improwizacji. Niby nic nowego. Do takiej koncpcji nie jeden muzyk jazzowy się przyzna. Problem jednak w tym, że nie każdemu to wychodzi.
Oprócz wielu elementow, jestem pod wrażeniem dwu rzeczy. Pierwsza, to, że Vandermark przygotował na każdą noc niemal kompletnie różny materiał, a nawet gdy grają utwory z dnia poprzedniego, różnią się one niebywale. Dzisiaj, oprócz uworów kompozytorów znanych dotychczas pojawiają się również inne, wynikające z pełnomocnictw. A The Vandermark 5 brzmi jak codzień. Rewelacyjnie. Jak maszyna do wytwarzania dźwięku.