(...) za ten sposób kreowania muzyki, całej trójce należą się wielkie brawa. To już trzeci raz, jak słucham tria braci Olesiów z Theo Jörgensmannem na żywo. Pierwszy raz, w "Indigo" mniej więcej półtora roku temu; właśnie ukazywała się ich znakomita płyta "Miniatures". Potem raz jeszcze w "Drukarni" i teraz nieopodal dalej w "Alchemii".
O ile początkowo był to - bardzo dobry zespół trzech muzyków, jednakże interpretujący swój płytowy materiał podczas koncertów, to w chwili obecnej koncepcja tria uległa daleko idącej zmianie. To już zespół, który potrafi tworzyć muzykę podczas koncertów, w czasie rzeczywistym.
Oczywiście są tu kompozycje, a muzycy miewają przed oczami nutki. Jednakże nie w tym rzecz. Rzecz jest w tym, że z rozpoczętym utworem są w stanie pójść w dowolnym kierunku, który na początku nie jest chyba żadnemu z członków tria znany. Pojawiło się w ich muzyce zatem coś, czego praktycznie na polskiej scenie jazzowej nie ma (albo lepiej istnieje w śladowej ilości) - improwizacja odnosząca się nie tylko do poszczególnych solówek, ale i do samej struktury utworu. Sama materia, z której czerpią jest przy tym dość dowolna. Każdy z muzyków, w dowolnym utworze może sięgnąć po dowolne środki stylistyczne i poprowadzić tę muzykę w obranym kierunku. Mogą to być dźwięki przywołujące rozwiązania znane z muzyki współczesnej, mogą to być ogniste rozwiązania free jazzowe, może pojawić się blues, free bop. Słowem wszystko. Kompozycja zaś służy jedynie jako pewien element porządkujący, który w sumie pomaga słuchaczowi powracać z rozmaitych dźwiękowych podróży do jakiejś ostoi.