Ha-Tichona jest dialogiem pozornego kontrastu, tańcem przeciwności.
Wyłączając jakąkolwiek nomenklaturę staje się połączeniem muzyki chasydzkiej z wolnością wypowiedzi jazzowej. Chasydyzm - który w rozumieniu jego wyznawców ma być nurtem judaizmu, akcentującym konieczność poszukiwania bezpośrednich relacji z Bogiem i intensyfikację modlitwy w podkreśleniu bliskości Boga i wzbudzeniu świadomości Jego stałej obecności - eskaluje do współbrzmienia z najbardziej wolną w muzyce formą wypowiedzi, jaką jest jazz. A więc z jednej strony silna tradycja o murach nie do ruszenia, z drugiej - tradycja, której głównymi wyznacznikami są dowolność, ewaluacja i nieustanna zmienność.
Wynikiem jest ożywienie tradycyjnej muzyki żydowskiej, będącej dotychczas ściśle uwarunkowaną doświadczeniami religijnymi. Trzaska - nie kontestując ważności duchowych doznań - w formie Ha-Tichona przenosi ciężar przeżywania na wartość dźwiękową, przywracając jednocześnie muzyce jej podstawową rolę - łączenie społeczności w religijnym doświadczeniu. Poszerzając aparat wykonawczy o Olie'go Brice'a (w źródłach jak najbardziej freejazzowego) oraz Marka Sandersa ( profesora katedry improwizacji w Royal Academy of Arts, a także rytmów indiańskich, hiszpańskich i marokańskich) wyprowadza nas do swojej mistyczności w muzyce, a czyniąc w ten sposób bezpośrednimi odbiorcami, zaprasza do współuczestnictwa w duchowości dźwięków.
Ha-Tichona znaczy po hebrajsku 'ucho wewnętrzne'. Z łacińskiego - labirynthus. Nie spytałam Mikołaja, dlaczego właśnie Ha-Tichona. Będąc obecną w labiryncie jego muzycznych uniesień, próbowałam zdefiniować zależność dźwięku, duchowości, wspólnotowego ich przeżywania i mistycyzmu towarzyszącego ich realizacji. Trudno mi o trafniejszą terminologię w intymnej i jedynie muzykowi znanej relacji 'dźwięk-wydźwięk'; 'zamysł-realizacja'; 'nadawca-odbiorca' - zarówno na poziomie dźwięku i tego, kto go wykonuje, jak i pomiędzy wykonującym a odbiorcą całości. Jeśli dla muzyka dźwięk - i wszystko co się na niego składa - staje się receptorem zmysłu równowagi i zmysłu słuchu w rzeczywistości muzycznej, która jest przecież jego życiową, pierwszą - do głowy z terminologią przychodzi mi właśnie Ha-Tichona.