W alchemicznej galerii na przełomie maja i czerwca można było podziwiać wystawę fotografii młodego twórcy Macieja Boksy.
Dla mnie wystawy szczególnej i niezwykłej, a to ze względu na możliwość bezpośredniej rozmowy z artystą.
Jeżeli chodzi o sztukę abstrakcyjną to mam dość ambiwalentny stosunek do interpretacji lub zamierzeń samego twórcy, bo przecież abstrakcja to otwarte drzwi. To, co widz ujrzy za nimi należy już do jego indywidualnej wyobraźni i wrażliwości. Niemniej podczas krótkiej rozmowy miałem możliwość wejrzenia w samą technikę, której użył Boksa, aby obrazy ujrzały światło dzienne. Okazało się to niezwykle przydatne, ponieważ fotografie tego artysty to nie tylko praca z komputerem, jako kolejnym narzędziem w uzyskaniu określonego efektu.
Mieliśmy do czynienia z obrazami wziętymi z natury, bez jakiejkolwiek manipulacji, a mimo to zaskakująco nierealnych, bajkowych, sztucznych. Dla mnie jest to najciekawszy aspekt sztuki prezentowanej przez Macieja Boksę. Ponad osiemset klatek potrzebnych było, by stworzyć wystawę składającą się z kilkunastu prac. Niektóre z kadrów zachowane były bez nanoszenia jakichkolwiek zmian, a inne poddane były multiplikacji poprzez lustrzane odbicia, tak, aby nawiązywały do symboli buddyjskich czy szamańskich. Całość utworzona została ze zmyślnych zbliżeń odbicia światła we fragmentach baniek mydlanych nie większych niż centymetr kwadratowy. Przy czym owe odbicia, jak sugerował sam artysta, były mniej przypadkowe niż by się mogło wydawać…