  |  |  |  |  |  |  |  |  |  | Galeria: Recenzja płyty SAMA |
|  |  |
 |  |  | |  |
 | Przeważającą część płyty wypełnia muzyka o mrocznym klimacie. Dość charakterystyczny podział rejestrów pomiędzy muzykami organizuje ich poczynania i interakcje. |  |  | Jest zimny, marcowy wieczór. Za murami studia Roulette, gdzie zgromadzili się Matthew Shipp, Sabir Mateen, inżynier dźwięku Brookie Gillespie, albumowy poeta Steve Dalachinsky oraz albumowy artysta plastyk Yuko Otomo, rozgrywa się nigdy niekończący się spektakl życia w nowojorskim stylu. Matthew Shipp zasiada do fortepianu, a Sabir Mateen rozkłada swoje klarnety, równocześnie nawilżając stroiki w ustach. Panuje klimat, który uważany jest za zwyczajny tylko w tym niezwykłym mieście. W każdym innym miejscu na Ziemi nazywa się to Magią.
Magiczne zaklęcia rzuca za pomocą klawiatury fortepianowej przede wszystkim Matthew Shipp. Na płycie SAMA (SAbir, MAtthew), Mateen występuje w roli akompaniatora, a ostatnie słowo zawsze należy do pianisty. On też dyktuje nastrój i tempo poszczególnych wydarzeń. Samo nagranie jest bardzo czyste i sugestywne. Pozwala słuchaczowi „wejść” w te cztery ściany, w których dokonano ośmiu nagrań składających się na album. Czasem słychać przyspieszony oddech Sabira, który z uwagą i wrażliwością wsłuchuje się w solowe partie kolegi, a innym razem wyraźne tupanie w podłogę, które stanowi tylko dodatkowe ujście dla kumulujących się emocji, gdyż nie ma nic wspólnego z wystukiwaniem sobie metrum.
Przeważającą część płyty wypełnia muzyka o mrocznym klimacie. Dość charakterystyczny podział rejestrów pomiędzy muzykami organizuje ich poczynania i interakcje. Matthew Shipp bowiem to niskie, grzmiące dźwięki wywołujące niepokój. Jest jak nadchodząca zła wiadomość, jak zbliżająca się katastrofa. Po drugiej stronie mamy Sabira Mateen, który dostosowuje się do tematów granych przez pianistę. Nie ma w jego grze charyzmy, która powodowałaby zwrot akcji. Jest w pełni zależna od narzuceń z klawiatury. Sterowany w ten sposób Mateen przypomina leśnego fauna. Świdruje powietrze wysokimi tonami wyciskanymi z ustnika i powtarza w kółko dość banalne patenty.
Jednocześnie znając możliwości tego doskonałego muzyka miałem wrażenie, iż musiało to być częścią ogólnego planu. Taka miała być najwyraźniej obrana strategia. Jak było naprawdę, tego oczywiście się nie dowiem, ale jeżeli moje przypuszczenie znalazło by potwierdzenie, byłbym pełny zdumienia wymieszanego z szacunkiem, ponieważ na tej płycie Sabir Mateen nagrał coś wyjątkowo słabego.
Wysłuchawszy tej płyty od razu pomyślałem o dwóch sprawach. Pierwszą było poczucie, iż to dobrze, że się skończyła. Wyjaśniam od razu, że chodzi o porcję emocji, a nie o jakość zawartego materiału. To po prostu była to dawka w idealnych proporcjach. Drugą rzeczą było moje wielkie zaskoczenie. Błędnie założyłem, że to gra Sabira mną zawładnie, jako że pisałem już kiedyś o moim stosunku do fortepianu. W tym konkretnym przypadku jednak to właśnie świat dźwięków wielkiego instrumentu mnie zaciekawił i przykuł moją uwagę.
Gra Shippa jest wspaniała!!! Podobał mi się już od samego początku wspomniany mrok wynikający z jego stylu na albumie. Dodatkowo znajduje się tam wiele dobrych pomysłów na „zagospodarowanie przestrzeni”, a także mistrzowskie wyczucie jakim środkiem wyrazu operować w danym momencie muzycznym.
Płytę polecam przede wszystkim do samodzielnej kontemplacji, lub do odsłuchania z bliską osobą, aby można było o tym coście usłyszeli wspólnie porozmawiać. Tematów będzie wiele. Jak każdy duet nie jest słuchanie jej propozycją łatwą, ale bardzo się opłaca sięgnąć po tę pozycję. Szczególnie polecam ją tym, którzy pozostają nieprzekonani do zasadności fortepianu we współczesnej muzyce improwizowanej, w nadziei, że również dla nich SAMA okaże się przyjemnym doświadczeniem, otwierającym szerzej perspektywę na odbiór muzyki w przyszłości.
Brunon Bierżeniuk
KUP PŁYTĘ
|  |
|  |  |
|  |
 |