  |  |  |  |  |  |  |  |  |  | Galeria: Brunon Bierżeniuk o Krakowskiej Jesieni Jazzowej |
|  |  |
 |  |  | | Relacja z koncertu Larry Ochs and The Drumming Core, 30 listopada 2009 |  |
 | Jest trzydziestego listopada. Tradycyjna noc wróżb. Na górze, w części pubowej klubu, rozgościł się stalowy wróżbita skonstruowany przez pana Jacka Żakowskiego. Na dole, na piwnicznej scenie, zapanował ścisk i atmosfera oczekiwania. |  |  | Trudno powiedzieć w której części Alchemii panował większy afekt. Oba zdarzenia miały podobną aurę. Z tym wyjątkiem, iż wróżenie u góry mówiło o przyszłości ludzkiego życia, a to, co się działo na dole mówiło coś o tym jaka będzie przyszłość muzyki.
Spod desek sceny wydobyto fortepian, a przed nim rozłożono dodatkowo keyboard Kurzweil’a. Ponadto jeszcze stojaki na nuty oraz mikrofony, ponieważ całość postanowiono zarejestrować. Za tym wszystkim zasiadła japońska pianistka jazzowa, Satoko Fujii. Obok, dużo skromniej, rozstawił się jej mąż, trębacz Natsuki Tamura. Widok Japończyków na scenie to zawsze dobra wróżba na przyszłość! Po drugiej stronie sceny, na tym, co jeszcze zostało do zagospodarowania, musiało pomieścić się trzech Amerykanów. Najłatwiejsze zadanie miał saksofonista sopraninowy i tenorowy, Larry Ochs, ale jak tu jeszcze zmieścić perkusistę? To pewien problem. Tymczasem zarówno Scott Amendola, jak i Don Robinson, grają na tym samym instrumencie! To już prawdziwa łamigłówka.
Dla tych, którzy choć raz odwiedzili Alchemię jasnym jest, że jest to miejsce magiczne. Rzeczy na pierwszy rzut oka wydające się niemożliwymi do realizacji, tutaj stają się wykonalne. Nie inaczej jest i tym razem. Udało się pomieścić kwintet, chociaż zagęszczenie na scenie nie pozwalało na swobodne poruszanie się artystów.
Co do muzyki to już od pierwszych taktów staje się jasne, że materiał, którego wysłuchamy jest opracowany szczegółowo i każdy z członków zespołu zna doskonale swoje miejsce. Zdradzają to uważne, częste spojrzenia muzyków na rozłożone przed nimi partytury. W ściśle awangardowej tradycji, alternatywny zapis wobec tradycyjnego zapisu nutowego, kontroluje wszelkie poczynania nawet w segmentach poświęconych na improwizację. Słowem nie ma tutaj miejsca na przypadek. Kompozycje są sztywne i nie tolerują innej interpretacji, niż interpretacja lidera. Ten zresztą z powagą śledzi przebieg wydarzeń. Dwie perkusje na przemian wprowadzają w trans lub wybuchają chaotycznym orkanem rytmów. Tamura wydaje ze swej trąbki zwierzęce pomruki, które nie kojarzą się z tak małym instrumentem. Jego trąbka jest groźna, jak niedźwiedź w ciemności, poświstuje czasem jak oddech człowieka po zabiegu tracheotomii, a wszystko to brzmi w sposób spektakularny. Tym bardziej zaskakują fragmenty, w których gra skale lub krótkie wirtuozerskie pasaże. Jego małżonka korzysta z akustycznych brzmień fortepianu i elektronicznych swojego keyboarda, czasem robi te dwie różne rzeczy równocześnie.
W podobnym stylu lawiruje pomiędzy dźwiękami delikatnymi, granymi w określonym porządku harmonicznym, a ekstatycznymi uderzeniami w manuał, bez jakiejkolwiek logicznej spójności. Larry Ochs jako saksofonista posiada swój bardzo charakterystyczny sposób frazowania. Jego brzmienie to brzmienie niedopowiedzeń. Dźwięki pozostają często niedokończone, przerywając w zaskakującym momencie płynącą myśl muzyczną danej linii melodycznej. Bezspornie członkowie zespołu podporządkowani są jego woli. Ta rola jest rzetelnie przećwiczona. Pomimo nieustającej komunikacji pomiędzy muzykami, czuje się, że nic nie może się wydarzyć bez jego przyzwolenia. Larry Ochs jest jak dyrygent swojej małej orkiestry.
Zespół Larry Ochs and The Drumming Core to kolejny dowód na to, że muzyce jazzowej coraz bliżej będzie w przyszłości do muzyki współczesnej. Podczas Krakowskiej Jesieni Jazzowej inspiracja płynąca z tego źródła była czytelna w kompozycjach Kena Vandermarka w Resonance, Wacława Zimpela w Hera, w muzyce duetu Maya Homburger/Barry Guy, a teraz w logice kompozytorskiej The Drumming Core, a więc w bardzo różnych składach osobowych. Można zatem tę tezę przyjąć jako pewną ogólną tendencję. Nie jest ona w zasadzie niczym nowym, gdyż zarówno kompozytorzy muzyki współczesnej, jak i jazzowej, wzajemnie się inspirowali oraz inwigilowali swoje nowe koncepcje i metody twórcze od lat. Mam jednak wrażenie, iż środowisko jazzowe coraz częściej sięga ostatnio po wzorce zaczerpnięte z muzyki współczesnej. Rozpatrując koncert poprzez ten pryzmat najbardziej ewidentnym przykładem była dla mnie gra kongenialnego Natsuki Tamury. Współpraca, metodologia, koncepcja i brzmienie dwóch perkusistów stanowi drugi. Gdyby wyciągnąć tych trzech członków zespołu i wstawić w kontekst orkiestry występującej, powiedzmy na warszawskiej jesieni, nie mielibyśmy wrażenia, iż przybyli oni z jazzowego świata. Wiążę wielkie nadzieje w związku z dalszym przenikaniem się tych dwóch gatunków muzycznych. Myślę, że jest to dobra droga ku ciekawym wynalazkom w obu przypadkach. Koncert zespołu Larrey’ego Ochs’a zaliczam do jednego z najlepszych koncertów festiwalu.
Brunon Bierżeniuk
fot. Jan Witkowski,
jw-i@wp.pl
|  |
|  |  |
|  |
 |