  |  |  |  |  |  |  |  |  |  | Galeria: Brunon Bierżeniuk o Krakowskiej Jesieni Jazzowej |
|  |  |
 |  |  | | Relacja z koncertu Silke Eberhard Trio, 26 listopada 2009 |  |
 | Tym, którym wydaje się może, że jazz to gatunek mocno zmaskulizowany powinni byli pojawić się na koncercie zespołu kierowanego przez niemiecką saksofonistkę Silke Eberhard. |  |  | Możliwe, że niedaleko od prawdy byłby ktoś, kto twierdzi, że jazz to dziedzina opanowana przez mężczyzn. Podajmy chociażby statystykę naszego festiwalu. Na dwadzieścia koncertów tylko cztery odbyły się z udziałem kobiet. To faktycznie niewiele. Jeżeli wziąć pod uwagę nie ilość, a jakość, sprawa wygląda jednak inaczej. Kobiety w muzyce od zawsze wydawały mi się „elementem koniecznym”, ponieważ wrażliwość płci pięknej jest niezastąpiona, dodaje to ekstra „coś” do efektu końcowego. Czy, na przykład, Sonic Youth byłby tym samym zespołem bez Kim Gordon? Czy wokaliści jazzowi robiliby to samo, co robią dzisiaj, gdyby nie Ella Fitzgerald? Bez kobiet muzyka brzmiałaby dziś zupełnie inaczej!
Silke Eberhard to sprawna saksofonistka altowa, której styl wywodzi się z połączenia melodyjnego jazzu ballad z drapieżnym awangardowym spadkiem po wielkich mistrzach drugiej połowy XX wieku. Posiada przy tym dość oryginalny język artykulacyjny. Najlepiej czuje się chyba w wyższych rejestrach saksofonu, szczególnie sprawnie posługując się altissimo. W sposobie w jakim gra Eberhard widoczna staje się różnica pomiędzy męską a damską ręką przyłożoną do dzieła. Mam nieodparte wrażenie, że gdyby w tej samej sytuacji muzycznej znalazł się saksofonista dźwięki byłyby mocniejsze, przekraczające granicę tolerancji samego instrumentu. Zamiast tego wysłuchaliśmy dźwięków bardzo „grzecznych”, które były na miejscu i mieściły się idealnie w swoim zakresie, nie wywołując żadnych przesterowań. Było to owe „coś”.
Najbardziej widowiskowym i przykuwającym uwagę członkiem zespołu był kontrabasista Jan Roder, który swoimi dowcipami, dandysowatym sposobem zachowania oraz gadatliwością sprawiał wrażenie lidera składu. Rozgadanie na scenie jest chyba czymś charakterystycznym dla Niemców. Podobnej ilości prób podjęcia dialogu z publicznością doświadczyłem tylko podczas koncertu Kölner Saxophone Mafia. Roder opowiadał o genezie powstania poszczególnych utworów, wypytywał o różne polskie słówka, przedrzeźniał się z resztą zespołu, stworzył iście pubowy klimat. Podczas fragmentów solowych perkusisty rozmawiał sobie w najlepsze z Eberhard. Grał mocno, ale bez żadnych ekstrawagancji, operując zupełnie klasycznymi metodami. Bardzo zabawny był podczas swoich solówek, kiedy słyszalny był bardzo wyraźnie jego głos nucący odgrywane właśnie patenty, przebijający czasem sam kontrabas.
Słuchając tego koncertu na początku nie za bardzo wiedziałem o co w nim chodzi. Muzyka była czytelnym nawiązaniem do awangardowej tradycji, a interpretacja współczesna i dość złożona technicznie. Dawało to psychodeliczny efekt. Nie była to bowiem forma szczególnie eksperymentalna, ale jej zawiłość sprawiała, że dość klarowne idee stojące za poczynaniami muzyków wydawały się misternie utkaną intrygą. Dopiero gdzieś przy trzeciej kompozycji zorientowałem się jaki efekt chcą osiągnąć artyści. Najciekawsze momenty dotyczyły tych, w których Eberhard grała na klarnecie sopranowym. Brzmienie na tym właśnie instrumencie uważam za najbardziej dojrzałe w jej przypadku, chociaż jest już całkowicie klasyczne wobec tego co robi na saksofonie. Przewrotne odnosiłem więc wrażenia. Kombinowana forma sprawiała, że podobało mi się, kiedy zespół brzmiał w sposób prosty i klarowny, a saksofonistka urzekała mnie grą na klarnecie, gdyż porzucała wtedy tendencję do swych drobnych eksperymentów. Zazwyczaj szukając czegoś nowego na koncertach jazzowych, zespół Silke Eberhard podobał mi się najbardziej kiedy podążał mocno już przetartymi szlakami. Do dziś nie rozumiem tego fenomenu, bo przecież robiąc to, czego oczekiwałem od Eberhard Trio, tercet Viktora Tótha zupełnie mnie odrzucił. Ale może właśnie ten fakt to kolejne ekstra „coś”, pojawiające się, kiedy kobiety stają u steru?
Brunon Bierżeniuk
fot. Jan Witkowski,
jw-i@wp.pl
|  |
|  |  |
|  |
 |