 |  |  |  |  |  |  |  |  |  | Miłosz, Lutosławski i saksofon |
|  |  |
 |  | Rozmowa z Kenem Vandermarkiem, saksofonistą i kompozytorem
 Rozmawiał Tomasz Handzlik
Tomasz Handzlik: Czy to prawda, że ty, król awangardy, słuchasz nagrań Louisa Armstronga i Benny'ego Goodmana?
Ken Vandermark: Słucham, bo Armstrong był w swoim czasie twórcą awangardowym, zmienił bieg historii jazzu. Innowatorem był też Goodman. Nie myślę o ich muzyce jak o rzeczy staromodnej, bo ona kiedyś była świeża, porywająca, a i dziś brzmi momentami nowatorsko. Dusza tej muzyki - czyli improwizacja - jest ta sama. To sprawa ciągłości idei w jazzie.
Wynton Marsalis powiedział kiedyś, że jazz umiera.
- Mylił się. Sam nie dokonał w muzyce przełomu, a chce z jazzu zrobić muzeum. A przecież jazz to sztuka, która podlega ciągłym przemianom właśnie dzięki indywidualnościom. W jazzie potrzebna jest kreacja, a nie odtwarzanie. Wtedy nie umrze.
A w jakiej kondycji jest amerykański jazz?
- Żyje dzięki ludziom, którzy mają pomysł i odwagę. Bez myślenia o sławie i o tym, czy nowe nagranie sprzeda się w rekordowym nakładzie.
O jazzie niepotrzebnie mówi się "muzyka amerykańska". Owszem, narodził się w USA, jego twórcami byli Afroamerykanie, ale dziś to muzyka całego świata. Muzycy mojej generacji i młodsi są pod wpływem jazzu lat 70., a więc innowacji saksofonisty Alberta Aylera, muzyki rockowej czy tej tworzonej przez "poważnych" kompozytorów XX wieku, jak choćby Johna Cage'a. Są też tacy, którzy za Erikiem Dolphym rozwinęli idee free jazzu, oraz ci, dla których inspiracją był Miles Davis. Ale olbrzymi wpływ miały na nas również europejskie dokonania w dziedzinie free jazzu - radykalizm i niezwykła ekspresja Petera Brötzmanna, Evana Parkera, Dereka Baileya.
Prowadzisz kilka zespołów: Vandermark 5, Bridge 61, Territory Band, Free Fall, Sonore, FME, Powerhouse Sound...
- I z każdym mogę zagrać coś innego. Z Powerhouse Sound gramy inspirowani przestrzenią kompozycji Davisa czy Coltrane'a, ale wykorzystując nasze fascynacje muzyką elektroniczną, rockową, reggae, funky. W Vandermark 5 odwołujemy się do historii, ale jesteśmy otwarci na nowoczesne struktury. Territory Band to z kolei efekt naszego zainteresowania europejskim free jazzem.
A projekt Resonance?
- Przyjeżdżam do Polski od paru ładnych lat, jednak mało grałem z Polakami. Razem z Markiem Winiarskim, szefem wydawnictwa Not Two, postanowiliśmy stworzyć zespół złożony nie tylko z polskich jazzmanów, ale też ukraińskich, szwedzkich i amerykańskich. Premiera Resonance odbyła się dwa lata temu w krakowskim klubie Alchemia. Doświadczenie było niezwykłe, bo do tej pory pracowałem tylko z muzykami, których dobrze znałem. Tu wielu spotkałem po raz pierwszy w życiu. Na przykład Mikołaja Trzaskę - to otwarty i silny umysł muzyczny. Albo klarnecista Wacław Zimpel, jeden z najwybitniejszych muzyków młodego pokolenia w Europie.
Jakich innych polskich twórców cenisz?
- Witolda Lutosławskiego i Krzysztofa Pendereckiego. Koncert wiolonczelowy tego pierwszego miał olbrzymi wpływ na mój sposób komponowania. Mam też jedno bardzo stare nagranie kwintetu Tomasza Stańki - "Music for K". Fantastyczne!
Od pewnego czasu jestem fanem poezji Miłosza. Jej zbiór podarował mi kiedyś przyjaciel z Poznania. I to był początek mojej przygody z poetą, o którym - wstyd się przyznać - nigdy wcześniej nie słyszałem.
*Ken Vandermark- karierę rozpoczynał na chicagowskiej scenie, wiążąc się m.in. z avantrockowym zespołem The Flying Luttenbachers. Wkrótce założył Ken Vandermark Quartet, a następnie słynny Vandermark 5. Ekspresyjna muzyka artysty szybko zyskała liczne grono fanów. Dziś mistrz saksofonów, klarnecista, kompozytor, aranżer i animator sceny jazzowej to jedna z najważniejszych postaci jazzu na świecie.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Amerykanin Ken Vandermark przedstawił podczas Krakowskiej Jesieni Jazzowej międzynarodowy projekt Resonance.
|
|  |  |
|  |
 |