Galeria: Brunon Bierżeniuk o Krakowskiej Jesieni Jazzowej
Relacja z koncertu Kölner Saxophone Mafia, 18 pażdziernika 2009
Nie ma chyba rzeczy na niebie i ziemi lub stworzenia, któremu kwartet z Niemiec nie zadedykowałby utworu. Goście z Kolonii zaprezentowali podejście do saksofonowej improwizacji z przymrużeniem oka.
Roger Hanschel, Joachim Ullrich, Wollie Kaiser i Steffen Schorn to muzycy, którzy do swego zawodu podchodzą w dwójnasób. Z jednej strony ich prezencja na scenie sprawia wrażenie teatralnego lub kabaretowego dowcipu, z drugiej kiedy zamkniemy oczy i wsłuchamy się w to, co grają przemawia do nas powaga i doskonale opanowany warsztat. Takie połączenie skutkuje doskonałą zabawą przez półtorej godziny spędzonej na koncercie. Dla Kölner Saxophon Mafia ich występy to przede wszystkim zabawa. W swej długiej karierze trwającej od początku lat osiemdziesiątych zdarzały im się tak ekscentryczne wyczyny, jak na przykład rozdawanie wśród publiczności ciasteczek haszyszowych podczas koncertu. Grupa odegrała nam materiał z płyty Space Player. Kolejno muzycy zmieniali się przy mikrofonie zapowiadając dedykację przed wykonaniem utworu. Były to dedykacje na cześć tak nam bliskiego Stanisława Lema i jego Solaris, tak mało znanego niemieckiego aktora seriali telewizyjnych jak Erik Ode, a w szczególności jego roli komisarza policji Herberta Kellera, czy zjawisk tak odległych i abstrakcyjnych, jak zanik przestrzeni i czasu w jakimś momencie przyszłości.
To, co dla mnie najwspanialsze w ich przypadku, to niewiarygodne wprost pomysły na motywy i tematy. Sekcje unisono od strony technicznej były piorunujące. Powalały polotem, precyzją, szybkością oraz swoją melodyką i dramaturgią. To trochę tak, jakby posłuchać doskonale wytrenowanych, utalentowanych muzyków akademii muzycznych, którzy bawiąc się formą wpadli wspólnie na pomysł romansu z jazzową improwizacją. Do dramaturgii wracając, sam początek koncertu skojarzył mi się z widzianym nieco wcześniej występem dwunastoosobowego składu saksofonowego European Saxophone Ensemble, gdzie kolejni członkowie zespołu wchodzili na scenę z różnych kierunków, jakby nawołujące się ptaki w parku. Mafia wykorzystała bowiem ten sam patent. Koncert rozpoczął się od wciągającego solowego wystąpienia znakomitego saksofonisty altowego i mezzosopranowego Rogera Hanschel. Po kilku minutach obcowania z tym wstępem z boku sceny poczęliśmy słyszeć baryton Schorna, który wkrótce wyłonił się na scenie, następnie to samo działo się z tenorem Ullricha i Kaisera. Spektrum barw nie było aż tak szerokie, jak mogło by być przy czterech saksofonach, dodając że każdy z muzyków operował przynajmniej dwoma instrumentami stroikowymi, ale harmonicznie panowie zaprezentowali sztukę na najwyższym poziomie. Niech świadczy o tym również fakt, iż mimo, że nie jest to częste aby słuchać instrumentów solowych bez akompaniamentu, naprawdę go nie brakowało. Nie pojawił się nawet przedsmak znużenia lub oczekiwania na coś, co z racji ustalonego składu nie miało prawa zaistnieć.
Kölner Saxophon Mafia to nie tylko fantastyczne i rzadkie ze względu na instrumentarium przeżycie muzyczne, ale również dobra zabawa z autentycznie dowcipnymi i serdecznymi artystami. Wobec festiwalowych antenatów, którzy podchodzili do tematu z pełną powagą, była to okazja do zaczerpnięcia świeżego, odprężającego oddechu przed kolejną dawką spraw wymagających większej koncentracji. Odnosząc się jeszcze do festiwalu, to kontynuuje on tym samym zamysł prezentowania bardzo różniących się od siebie twarzy tego samego zjawiska, dzięki czemu uczestnik festiwalu może rozszerzyć swe horyzonty na temat wielorakości sposobów podejścia do tematu wolnej improwizacji w kanonie jazzowym.