  |  |  |  |  |  |  |  |  |  | Galeria: Brunon Bierżeniuk o Krakowskiej Jesieni Jazzowej |
|  |  |
 |  |  | | Relacja z koncertu War Songs, 6 października 2009 |  |
 | Zespół War Songs to stosunkowo świeży projekt gdańskiego mistrza instrumentów stroikowych Mikołaja Trzaski. |  |  | U jego boku występują gitarzysta Raphael Rogiński oraz perkusista Tomasz Sowiński. Swoją nazwę zawdzięczają filozofii, jaka przyświeca zamierzeniom tercetu. Muzyka ma stanowić zespołową refleksję na temat uczuć i myśli ludzi w chwilach szczególnie bohaterskiego zwycięstwa, jak też w tragicznych momentach poniesionej klęski. Jeżeli silna refleksja odbiorcy była celem tworzenia tej muzyki, to został on całkowicie osiągnięty. Nazwisko kompozytora znad morza działa przyciągająco, co można było naocznie stwierdzić po frekwencji. Sala była pełna i nawet gdyby się chciało, nie było już fizycznie miejsca dla nowych przybyszów. Przy większej ilości ludzi naturalnym efektem ubocznym jest hałas i szmer. A to ktoś nadepnie komuś na nogę, a to innemu zachce się nagle do toalety, czy też grupka znajomych przypadkowo wpadnie na siebie i koniecznie musi ustalić co u kogo nowego słychać. Tymczasem na sali panowała cisza jak makiem zasiał. Zarówno ci, co siedzieli, jak i ci którzy stali zostali wprowadzeni w hipnotyczny stan już od pierwszego utworu. Bywalcy Alchemii to przeważnie ludzie nieprzypadkowi, posiadający ogromny szacunek dla odbywającej się tam sztuki. Dlatego właśnie słychać było każdy pojedynczy dźwięk. Mimo, iż kompozycje bywały mocne, dynamiczne ze wspaniałymi solowymi partiami poszczególnych muzyków, nikt nie śmiał przerwać jakąkolwiek formą aplauzu. Brawa wybuchały dopiero po zakończeniu utworu.
Mikołaj Trzaska to już osobna marka i nie trzeba nikomu tej postaci przybliżać. Dodam więc tylko tyle, że najwyższy poziom skupienia na swej grze został utrzymany. Pan Rogiński to osobny temat. Można by wiele o tym pisać. Oniryczny styl jest zupełnie wyjątkowy i należy jasno podkreślić, iż muzyk ten opanował swoją własna formę artystycznej ekspresji. Jest ponoć człowiekiem głodnym przeróżnych inspiracji i gdziekolwiek jest doszukuje się informacji o lokalnej muzyce. Stąd, być może, bierze się jego odmienność i pełna unikatowość stylu. Na alchemicznym koncercie nie mogliśmy niestety usłyszeć tym razem Tomasza Sowińskiego. Zmiennikiem był jednakże sam Macio Moretti, co na pewno nie odbiło się negatywnym piętnem na efekcie końcowym.
Osobiście najbardziej zachwyciła mnie gra pana Mikołaja na klarnecie basowym. Lubię owszem samą barwę instrumentu, ale sposób w jaki jeden z utworów został odegrany absolutnie mnie powalił. Jak już wspomniałem na sali panowało skupienie. Słychać więc było doskonale delikatny wstęp Trzaski, który opierał się, na technice wydobywania wartości alikwotowych na instrumencie. Trwało to dość długo i zostało odegrane z ogromną wrażliwością. Czytałem kiedyś w wywiadzie z tym artystą, że obcowanie i ćwiczenie w domu na jego instrumentach jest dla niego formą medytacji. Ja z kolei słuchając jego wykonania popadłem w podobny stan. Zamyśliłem się ogromnie i przeniosłem się w jakiś uduchowiony odmienny wymiar. Powiadam: koncerty tego zespołu to silne, mistyczne przeżycie. Z tych bardziej drapieżnych fragmentów zapamiętałem doskonałą kompozycję Eastern Star, bardzo ciekawie zresztą zapowiedzianą przez autora. Nawiązuje do walki o akceptację i docenienie czarnej kultury afro amerykańskiej, prowadzonej w przeszłości przez takie genialne postacie jak Max Roach. Krzyk, bunt, niezgoda na zastaną sytuację, rozpacz i duch walki – wszystko to zostało odwzorowane w muzyce z wielką energią i pasją. Utwór został zadedykowany wszystkim uciekinierom, nie tylko w sensie miejsca pobytu, ale również tym uciekającym mentalnie.
Należy śledzić poczynania tego zespołu. Ta muzyka zachwyca, czaruje, hipnotyzuje. Ponownie zagrany został jeden bis. Czyżby stawało się to tradycją? Tym razem, proszę sobie jednak wyobrazić, to nie publiczność, która była zachwycona, a sami muzycy zdecydowali, iż kolejnego nie będzie. Koncert został zagrany w jednej części, więc pewnie wyczerpał naszych artystów. Słysząc frenetyczne oklaski, Trzaska wyskoczył na scenę mówiąc: „Proszę nam tego nie robić, bo to nas strasznie zawstydza…”. Jeszcze raz podziękowano sobie wzajemnie i spokojnie rozeszliśmy się do domów.
Kolejny cudowny alchemiczny wieczór!
Brunon Bierżeniuk
fot. Jan Witkowski,
|  |
|  |  |
|  |
 |